Przesz³o¶æ Godryka Gryffindora
Tymczasem w celi próbki numer 78M, jeniec powoli wybudza³ siê z regeneruj±cego snu. Poruszaj±c niemrawo zdrêtwia³ymi palcami, stara³ siê odzyskaæ w nich czucie. Najbardziej ze wszystkiego bola³a go g³owa, mimo ¿e za ka¿dym razem zaklêcie szaleñca trafia³o prosto w serce. Czu³, jakby mia³ najwiêkszego kaca pod s³oñcem.
- Psst, psst. Godryk! PSSYT!
- Zamknij japê, kundlu!
- Dobra, dobra, ¶pij ju¿! Godryk, s³yszysz mnie?
Gryffindor otworzy³ oczy, czuj±c jak g³owa mu eksploduje. Przez moment widzia³ tylko bia³e, o¶lepiaj±ce ¶wiat³o. Musia³ kilka razy zamrugaæ, by w koñcu dojrzeæ niewolnika z s±siaduj±cej celi.
- Co... jest... – wychrypia³, staraj±c siê w pozycji siedz±cej rozprostowaæ nogi. Jego s±siadem by³ osiemnastoletni chulaka, Talamon Talenhal. Ostatni raz by³ na próbie tydzieñ temu i prawdopodobnie czeka go najbli¿sza. Siedzia³ tutaj ju¿ prawie piêæ miesi±ce, w wyniku komplikacji straci³ jedno ucho i praw± stopê. Jednak jego cia³o nadal by³o silne, da³o siê zawiesiæ na hakach i reagowa³o na zaklêcia. Prawdopodobnie d³ugo ju¿ tu nie przetrwa.
- Mam dla ciebie wodê – odrzek³ spokojnie, ku¶tykaj±c w g³±b swojej celi. Po chwili wróci³ z cynowym kubkiem wype³nionym do po³owy zatêch³±, zgni³± wod±.
Ka¿da próbka po torturach potrzebowa³a wody, gdy¿ by³a wyczerpana i odwodniona. Desan doskonale zdawa³ sobie z tego sprawê. Jednak nie móg³ dopu¶ciæ, by jego niewolnicy (jak pieszczotliwie lubi³ ich czasem nazwaæ) zyskiwali trochê wiêcej si³y ni¿ to potrzebne. Dlatego te¿ byli wiecznie spragnieni, zziêbniêci i g³odni.
- Dzfieky – wyj±ka³ Godryk, trzês±cymi rêkami chwytaj±c przez kraty kubek. Czê¶æ wyla³ na twarz, nie bêd±c w stanie utrzymaæ go spokojnie, lecz uda³o mu siê wzi±æ kilka ma³ych ³yków. Od³o¿y³ naczynie, wykoñczony i zamkn±³ na chwilê oczy. Talamon cierpliwie czeka³, a¿ wspó³wiêzieñ dojdzie³ do siebie.
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobi³ – odezwa³ siê cicho Gryffindor. Spojrza³ z trosk± na kolegê. Tak ma³o ¿ycia ju¿ w nim by³o.
- To lepiej siê dowiedz i to prêdko, Godryku – za¶mia³ siê gru¼liczo Talenhal – czujê, ¿e mój czas jest bliski. Ech, dobrze, ¿e wypi³em tyle ile zdo³a³em i wydupczy³em tyle ile da³o radê. Mówiê ci, trzeba korzystaæ z ¿ycia póki siê da, bo mo¿e kiedy¶ porwaæ ciê jaki¶ zawszony owcojebca i testowaæ swoje chore pomys³y.
Podrapa³ siê po brudnym ramieniu na którym widnia³a blizna gryfa. Gryf by³ znakiem rozpoznawczym próbek Desana. Wypala³ go ¿ywcem na lewym ramieniu ka¿dego porwanego m³odzieñca. Nie by³o to potrzebne, jeszcze nikomu nie uda³o siê uciec, lecz Desan robi³ to ze zwyk³ej pró¿no¶ci. Chcia³ zrobiæ z nich swoje rzeczy, swoj± w³asno¶æ. Oznaczyæ. Godryk spojrza³ na swoje ramiê. Jego gryf nadal trochê parzy³.
- Musimy st±d uciec. To nie mo¿e siê tak skoñczyæ.
- Wiesz ilu tu by³o takich, co tak my¶leli? Dziesi±tki – odezwa³ siê z celi naprzeciwko Gruby Adonis. By³ on jak dot±d najd³u¿sz± próbk± Desana, a przy ¿yciu utrzymywa³a go tylko jego dziwnym zwyczajem niemalej±ca tusza.
- I co siê z nimi sta³o?
- Wszyscy s± w piwnicy. Szczury ich jedz±.
- To on tych cia³ nie pali?! – krzykn±³ z przera¿eniem Godryk. Naraz z innych cel polecia³y wyzwiska tych, co starali siê odpocz±æ przed kolejnymi torturami. Gdy Talamon zdo³a³ ich uciszyæ, Gryffindor kontynuowa³:
- Przecie¿ od tego bior± siê ró¿ne niebezpieczne choroby...
- Co Ty? Od umarlaków? Z nich ju¿ nic nie ma, mo¿e tylko kompost – oburzy³ siê Adonis, nadymaj±c. Wiêcej siê ju¿ nie odezwa³. Talamon te¿ jako¶ ucich³, ws³uchuj±c siê w kapi±c± z oddali wodê. Godryk siad³ po turecku, ³api±c siê za g³owê. Wiedzia³, ¿e tak nie mo¿e siê to skoñczyæ. Musi co¶ zrobiæ.
Wtem rozleg³ siê d¼wiêk odryglowywania drzwi i g³o¶ne kroki. Wiê¼niowie zaczêli siê wybudzaæ, uciekaj±c w g³±b swoich cel. Ponura, zakapturzona postaæ wolno kroczy³a miêdzy niewolnikami, taszcz±c za sob± tasak. Tasak by³ wielko¶ci dorodnego mê¿czyzny i prawdopodobnie tylko ten stwór potrafi³ go podnie¶æ. By³ on najbardziej zaufanym pos³añcem czarnoksiê¿nika. Pod¶wiadomie wybiera³ tych wiê¼niów, którzy mieli ju¿ odpowiedni± ilo¶æ si³, by poddaæ siê torturom. W koñcu zatrzyma³ siê przed cel± Talamona. Wskaza³ palcem charcz±c krótkie „TY”. Cela samoistnie siê otworzy³a, potwór podniós³ ogromny tasak. Talenhal u¶miechn±³ siê cynicznie, wstaj±c z brudnej pod³ogi. Powoli poku¶tyka³ do potwora. Odwracaj±c siê jeszcze w stronê Godryka rzuci³ szeptem:
- Czas zacz±æ bal.
Godryk potrz±sn±³ g³ow±, ³zy wyskoczy³y mu na policzki. Wiedzia³, po prostu wiedzia³, ¿e ostatni raz widzi tego osiemnastoletniego, zmasakrowanego m³odzieñca. Móg³ on mieæ tyle jeszcze ¿ycia przed sob±, zamiast spe³niaæ chore marzenia czarnoksiê¿nika. Poczu³, ¿e wzbiera siê w nim w¶ciek³o¶æ.
- NIE! – krzykn±³, nie panuj±c nad sob±. Podniós³ siê resztkami si³ i doskoczy³ do drzwi celi. Wyci±gn±³ wychudzon± rêkê, ³api±c stwora za szatê. Talamon spojrza³ na niego, po raz pierwszy przera¿ony. Potwór powoli odwróci³ siê w stronê Godryka. Schyli³ siê, maj±c swoj± g³owê przy twarzy ch³opaka. Godryk poczu³ przeszywaj±ce zimno, które wydobywa³o siê z otworu kaptura. Jednak nadal trzyma³ go za szatê.
- We¼ mnie zamiast niego! Zaprowad¼ mnie do Desana!
Potwór wystawi³ rêkê z rozpostartymi, mlecznobia³ymi palcami. Jego skóra by³a parchata, gdzieniegdzie wisia³a, ukazuj±c krwawe linie. Wci±gn±³ powietrze, zasysaj±c niemal ca³e, jakie znajdowa³o siê w pomieszczeniu. Wypuszczaj±c je, warkn±³ co¶ niezrozumia³ego.
Godryk polecia³ z impetem na ¶cianê, odrzucony zaklêciem stwora. Osun±³ siê bezw³adnie na posadzkê. Potwór odwróci³ siê powoli w kierunku Talamona i wskaza³ mu g³ow± wyj¶cie.
- NIE! JA CHCÊ! B£AGAM! – krzykn±³ resztkami si³ Godryk, podnosz±c siê na dr¿±cych kolanach. Dopad³ znów drzwi celi. – Zostaw go!
Potwór przystan±³, opieraj±c siê o tasak. By³ wyra¼nie zdezorientowany. Nie zdarzy³o siê jeszcze, by jaki¶ wiêzieñ chcia³ i¶æ na tortury. W koñcu po krótkim namy¶le podniós³ tasak.
I uci±³ g³owê Talamona.
Potoczy³a siê ona w kierunku wrzeszcz±cego Godryka, patrz±c martwymi oczami w sufit. Stwór nie zwa¿aj±c na rozpacz ch³opaka, kopn±³ g³owê Talenhala gdzie¶ dalej i wyci±gn±³ wiê¼nia z celi. Podnosz±c go za szyjê do pozycji pionowej, wskaza³ palcem wyj¶cie. Godryk ³kaj±c cicho uda³ siê na tortury. Nie wierzy³, po prostu nie wierzy³, ¿e swoim zachowaniem skaza³ Talamona na ¶mieræ. By³ w¶ciek³y, jednak nie na siebie ani nie na stwora. By³ w¶ciek³y na czarnoksiê¿nika. Za to, ¿e zabiera³ ¿ycia i nadzieje dziesi±tkom m³odych, czêsto zdolnych czarodziejów. Spojrza³ na swoje ramiê. Gryf zawsze bêdzie mu przypomina³ o jego przyjacielu z celi.
- Kogo mi przyprowadzi³e¶, Nicturmie? – odezwa³ siê zmêczonym g³osem Desan, patrz±c z zaciekawieniem na Godryka – przecie¿ to próbka numer 78M, wykorzysta³em j± ostatnio.
Potwór zawarcza³ co¶ niezrozumia³ego. Desan pokrêci³ g³ow±.
- Niemo¿liwe Nicturmie, jakim cudem niewolnik mo¿e tego chcieæ? Chyba nie jeste¶ masochist±? – odezwa³ siê do Godryka. Ch³opak pokiwa³ tylko przecz±c± g³ow±.
- Och, czemu p³aczesz? Boisz siê? Przecie¿ to nie by³a twoja kolej. No, no próbko 78M, trochê psujesz mi plany! O co chodzi?
Godryk prze³kn±³ silnê i zbieraj±c w sobie ca³± sw± nienawi¶æ. Zacisn±³ rêce i spojrza³ na Desana.
Nagle wokó³ zafalowa³y wyrwane z ksi±g kartki, okiennice zamyka³y siê i otwiera³y. Czarnoksiê¿nik spojrza³ z lêkiem na m³odzieñca. Nim zd±¿y³ zareagowaæ, ogromny tasak przeci±³ powietrze tu¿ przed nosem Godryka. Ch³opak przera¿ony cofn±³ siê o krok.
Desan nic nie mówi±c usiad³ wygodnie przy swoim biurku. Po³o¿y³ rêce na blacie, stykaj±c ze sob± wskazuj±ce palce. Po d³u¿szej chwili odezwa³ siê z powag±:
- Zostaw nas, Nictrumie.
Stwór posta³ chwilê niezdecydowany, po czym zawarcza³ co¶ niecierpliwie.
- Nie Noctrumie, dzi¶ tortur nie bêdzie. Mo¿esz i¶æ do piwnicy. I tak, zabierz ze sob± cia³o próbki numer 62M
Gdy za potworem zamknê³y siê drzwi, czarnoksiê¿nik odezwa³ siê znowu:
- Usi±d¼ ch³opcze.
Podsun±³ mu ró¿d¿k± krzes³o. Godryk powoli podszed³, po raz pierwszy od wielu lat czuj±c miêkko¶æ mebla.
- Jak siê nazywasz?
Ch³opak spojrza³ na niego ze z³o¶ci± i zacisn±³ usta.
- Mo¿esz byæ dalej próbk± 78M, dla mnie to nie ma znaczenia...
- Godryk Gryffindor – wycharcza³ z trudem, przerywaj±c mu. Desan bez s³owa wsta³ i podszed³ do oszklonej szafy. Wyj±³ dwie kryszta³owy szklaneczki i butelkê czerwonego wina. Nala³ napój do ka¿dej z nich i jedn± poda³ Godrykowi.
- Masz, pij. Powinno ci siê polepszyæ.
Godryk spojrza³ niechêtnie na czerwony p³yn, jednak wypi³ jednym haustem. Zapiek³o go w popalonym gardle, odkaszln±³. Czarnoksiê¿nik znów mu pola³.
- Powiedz mi Godryku, kim byli twoi rodzice?
- Nikim – odpowiedzia³ po chwili zastanowienia.
- Na pewno? Jeste¶ do¶æ niezwyk³ym m³odzieñcem. Gdybym wiedzia³ wcze¶niej... Pewnie masz mnie za szaleñca? Otó¿ Godryku, ka¿dy wynalazca jest po trochu szaleñcem. Inaczej nie by³oby rzeczy nowych. Wiesz jak wynaleziono ró¿d¿ki? Wiesz, tak? Ollivandera te¿ wyzywali od wariatów. A jednak teraz czarodzieje nie mog± siê obyæ bez jego wynalazku. To niezwyk³e, doprawdy niezwyk³e... Ja jednak zasmakowa³em w nieco mroczniejszych wynalazkach. To co chcê stworzyæ, jest niesamowite, wrêcz podniecaj±ce! Nie krzyw siê, sam to zobaczysz! Wyobra¼ sobie, ludzie (zarówno magiczni jak i niemagiczni) maj± ró¿n± wolê i ró¿ny charakter. Jednak jest jedno co ich ³±czy – strach przed bólem i przed ¶mierci±. Tak, Godryku, nawet ja obawiam siê ¶mierci! Chcê wynale¼æ zaklêcie, które pozwoli mi w b³yskawicznym stopniu zapanowaæ nad przeciwnikiem, dostarczaj±c mu tak ogromnej dawki bólu, by b³aga³ o ¶mieræ. I chcê, by t± formu³ê zna³a tylko jedna osoba. Potrzebuje dziedzica.
Godryk podniós³ gwa³townie g³owê, opluwaj±c siê czerwonym winem. Nie chcia³o mu siê s³uchaæ glêdzenia tego wariata, by³ zmêczony, obola³y i nie móg³ pogodziæ siê ze ¶mierci± Talamona. Jednak ostatnie zdanie go zszokowa³o. Pokrêci³ z niedowierzaniem g³ow±.
- Tak, Godryku Gryffindorze, my¶lê ¿e móg³by¶ byæ godzien takiego zaszczytu. B³êdem by³o robiæ z ciebie próbkê, gdy drzemie w tobie taka sama moc i potêga jak i we mnie. My¶lê, ¿e mo¿emy sobie pomóc.
- Ja... ja mam pomóc TOBIE? – nie wytrzyma³ ju¿, wstaj±c szybko z krzes³a. Desan zmarszczy³ niezadowolony brwi.
- No chyba, ¿e wolisz wracaæ do celi i czekaæ na powoln± ¶mieræ. Wybór nale¿y do ciebie.
I to by³ ten moment, kiedy zda³am sobie sprawê, ¿e Angelina ma do¶æ bujn± wyobra¼niê, delikatnie mówi±c ;D ¿eby nie powiedzieæ niepokoj±c± ;DD
W tym rozdziale jest to, co tygryski lubi± najbardziej, czyli zuo i niedobro. Ja siê tak niesamowicie cieszê, ¿e nie s³odzisz. O wiele ciekawsza rzecz do czytania, ni¿ romansid³a ;D